Ostatnie podrygi lata

Wolny poniedziałek, słoneczko, ciepło, spadające listki… cóż więcej potrzeba do szczęścia? … psa, rower i teren do jazdy!

Jak do Rumby dotrze, że idziemy po rower to już amen w pacieżu 😀 Trzeba jechać.

Zapinamy smycz i jedziemy na pobliskie łąki. Tam już pełna dowolność. Rumba podekscytowana biegnie przede mną, szuka swoich ulubionych miejsc gdzie zazwyczaj jest trochę wody i chlup! Trzeba podwozie schłodzić. Chwila namaczania i jazda dalej! Po drodze kilka domków, kilka psów szczekających przez płot i wjeżdżamy do lasu. Szyszek, patyków i liści bez liku! Pies lata z prawo na lewo, jęzor gdzieś tam z tyłu się ciągnie ale łapy prują do przodu 😀

Nagle jeeeeest!! Jeziorko w środku lasu! Alleluja! Moczymy się po szyję. 10 minut odpoczynku, podładowanie baterii i droga powrotna do domu. Na spokojnie truchtem po ulicy aby oswajać się ze sporadycznie jadącymi autami.

Dom już blisko więc spokojnie idziemy już prowadząc rower a na koniec leżing i sushing 😉

2 komentarze

  1. Odpowiedz

    Miła wycieczka. 🙂 Jak nauczyłaś psa by nie szarpał się jak jedziesz na rowerze?
    pozdrawiam

      • Rumba, 17 października 2017, 18:12
      • Autor

      Odpowiedz

      Nie wiem, zawsze ładnie chodziła przy rowerze. Gorzej jak się trafił jakiś pies po drodze to wtedy ja ją musiałam szarpnąć w ramach kontry i zbicia z tropu i jedziemy dalej 🙂 działo się tak oczywiście wtedy gdy komenda „nie rusz” nie zadziałała.

Dodaj komentarz